poniedziałek, 5 lipca 2010

i PO ptokach

Pełnia władzy w rękach Platformy, czyli prawdziwa okazja do spełnienia obietnic wyborczych. Jeżeli partia rządząca nie chce polec w przyszłorocznych wyborach to musi coś w Polsce zmienić. Ale jak tu zadowolić jednocześnie prawicowych oraz lewicowych wyborców? Nie ma takiej możliwości.
Dlatego moim zadnie paradoksalnie w lepszej sytuacji stoi PiS. Mimo przegranych wyborów Jarosław Kaczyński przekonał się że stoi za nim pokaźny elektorat. Z badań opinii publicznej wynika że część wyborców SLD (to ta partia straszyła Kaczyzmem) zagłosowała właśnie na kandydata PiS-u.

Teraz wystarczy przyjąć tylko odpowiednią strategię rozliczania z wyborczych obietnic i wytykania błędów, a Platforma zacznie nabierać wody. Może w ciągu roku nie uda się jej zatopić, ale przynajmniej poważnie osłabnie.

Czekam z niecierpliwością na pierwsze działania rządu, który powinien mieć już w szafie gotowe projekty ustaw, których nie chciał podpisać nieżyjący Prezydent Kaczyński. Wyjdzie na jaw jak pro-wolnościowa jest partia Donalda Tuska i namaszczony przez niego nowy Prezydent-elekt.

piątek, 2 lipca 2010

Jeszcze dwa dni...

i chwilę odpoczniemy. Odpoczniemy od wałkowanej do granic możliwości kampanii wyborczej. Ludzie już są zmęczeni wałkowaniem tego tematu, zmęczeni oglądaniem dwóch facjat, które niemalże wyskakują z lodówki. Część z nich pójdzie głosować z obowiązku, część ze strachu przed "IV RP" lub "pseudoliberałami", a jeszcze inni stwierdzą że tak na prawdę w drugiej turze nie ma dobrego kandydata na stanowisko Prezydenta RP i nie zagłosują wcale.

Ja właśnie należę do tej ostatniej grupy. Nie jest tak ze nie zależy mi na tym co dzieje się w naszym kraju, bo jest zupełnie odwrotnie. Po prostu nie chce glosować na mniejsze zło, bo po głębszym zastanowieniu ciężko takie mniejsze zło znaleźć. Popatrzmy obiektywnie, pomijając wszystko co obiecali kandydaci w debatach telewizyjnych (bo w te obietnice załatwienia wszystkiego to już chyba nikt nie wierzy).

Jarosław Kaczyński jest politykiem prawicowym, ale o poglądach gospodarczych lewicowych (zresztą tak jak Solidarność, która walcząc o interesy robotników była ruchem lewicowym). Przyjmując Go nawet za patriotę i uczciwego człowieka, nie sposób zagłosować na kogoś, kto będzie tworzył państwo socjalistyczne. Pora zrozumieć ze socjalizm to marnowanie naszych pieniędzy.

Bronisław Komorowski jest uważany za liberała, ale nie widać tego liberalizmu niestety po jego partii. Do tej pory jako pełniący obowiązki Prezydenta podpisał skrajnie antyliberalne ustawy zakazujące m.in. palenia w knajpach i karcenia dzieci. Trudno znaleźć jakieś pozytywne działania całej PO w ciągu dwóch lat rządzenia (możne oprócz akcji ze szczepionkami i nic nie robienia w walce z kryzysem). Generalnie rząd nie robi nic żeby uzdrowić państwo z jednego prostego powodu. Musiałby ruszyć "święte krowy" czyli rolników i beneficjentów przywilejów emerytalnych, a to nie dość ze rozwaliłoby koalicje to jeszcze na dodatek poleciałyby w dol słupki poparcia. Trzeba mieć na uwadze ze na jesień czekają nas (ICH) wybory samorządowe a za rok parlamentarne. Ktora partia zaryzykuje polityczny strzał we własna stopę?

Poza tym jak człowiek mówiący o sobie "patriota" mógłby zagłosować na człowieka, który dostał poparcie od takich ludzi jak Jerzy Urban czy gen. Wojciech Jaruzelski?

Zawsze uważałem ze ludzie mówiący ze nie ma na kogo glosować nie maja racji. W tym roku musiałem przyłączyć się to tej grupy. Nie przyłożę reki do wyboru prezydenta, który nie powstrzyma rozkładu państwa albo go pogłębi!