Po tym jak nasze kluby (no może z wyjątkiem Jagi) zaprezentowały się w eliminacjach do europejskich pucharów, obiecałem sobie że nie będę już oglądał rodzimych piłkokopaczy. Stwierdziłem, że szkoda moich nerwów na ludzi których wyszkolenie techniczne, szybkość, czy dyscyplina taktyczna przestaje już nawet wystarczać na kluby z krajów piłkarskiego "trzeciego świata". Kto nie idzie do przodu tak na prawdę pozostaje w tyle, a my już dotknęliśmy dna.
Dzisiaj polska reprezentacja rozegrała mecz z Kamerunem. Ja jako, że ostatnio wykazuję zapędy masochistyczne usiadłem przed telewizorem z nadzieją, że trenerowi Smudzie udało się z nielicznych polskich dobrych piłkarzy poskładać jako taki team. Wydawało mi się także, że w meczu z drużyna która na tegorocznych mistrzostwach globu zajęła przedostatnie miejsce i przegrała wszystkie mecze w grupie mamy szansę powalczyć o dobry rezultat. Tym bardziej obrazki sprzed spotkania pokazujące atmosferę skupionych (a może smutnych?) Polaków kontrastujące z uśmiechniętymi i rozśpiewanymi czarnoskórymi zawodnikami, sugerowały dwa różne stopnie zaangażowania w mecz.
Taa... pierwsze minuty pokazały, że Polacy wykazują (uwaga!) chęć do gry, ale również to że zapowiada się ciężki mecz, bo "rozśpiewany" przeciwnik także poważnie potraktował towarzyski pojedynek. Zespoły z Afryki zawsze charakteryzują się świetnym przygotowaniem atletycznym, silni, szybcy, zwrotni. Kamerun miał jeszcze coś, a właściwie kogoś - Samuela Eto'o. Były gwiazdor Mallorki i Barcelony oraz świeżo upieczony zdobywca trofeum Ligi Mistrzów z Interem Mediolan, dał polskim napastnikom lekcje skuteczności, a obrońcom wytknął szkolne błędy. Tak jak pierwsza bramka była trochę dziełem przypadku, to już drugie trafienie "Czarnej perły" ukazało cały majstersztyk Eto'o.
Ale wróćmy do naszych sierotek :) Do bramkarzy nie można mieć większych zastrzeżeń, ponieważ ustrzegli się poważnych błędów. Jeżeli chodzi o obrońców, to rozczarował mnie Glik. Nowy nabytek Palermo formę zostawił chyba we Włoszech, albo jeszcze jej szuka przed nowym sezonem. Z taką grą nie ma czego szukać w Serie A. Wojtkowiak przegrał większość pojedynków z lewym pomocnikiem Kamerunu. Z naszych pomocników poniżej oczekiwać zagrał na pewno Obraniak - dużo strat, niecelnych podań i brak zrozumienia z partnerami. Dobra gra Murawskiego i nie chodzi tutaj tylko o groźny strzał w poprzeczkę. Rafał pokazał że jest najlepszym defensywnym pomocnikiem jakiego może obecnie wystawić Smuda - sporo przechwytów, umiejętność utrzymania się przy piłce i dobrego jej rozegrania. Obok Murawskiego, z dobrej strony pokazał się Błaszczykowski, ale bez odpowiedniego wsparcia kolegów nie był nic w stanie zrobić. Napastnicy (a właściwie napastnik i lewy-Lewandowski pomocnik) bezbarwni. Warto wspomnieć że Brożek zagrał ponad 90 minut i nie oddał ani jednego strzału na bramkę Kamerunu. Lewandowski miał dwie/trzy szanse, ale 100% okazja z końcówki drugiej połowy przez napastnika tej (czy nie tej?) klasy powinna zostać wykorzystana. Aboubkar dał 5 minut przed końcem spotkania nowej gwieździe(?) z Dortmundu lekcję skuteczności, ogrywając jak dziecko Glika i posyłając piłkę w lewy róg bramki Tytonia.
Jak tu wygrywać mecze nie strzelając bramki od 4 spotkań? To już zmartwienie Smudy, którego czar zdaje się powoli pryskać, tak jak i niknie entuzjazm towarzyszący budowaniu drużyny zna Euro2012 czego dowód dali kibice zachęcając Kameruńczyków do strzelenia kolejnych bramek.
Z pewnością w autokarze naszych dzisiejszych rywali nadal będą tańce i śpiewy, a u naszych kopaczy? Powaga? Zaduma? Smutek? Cisza po prostu...
Dzisiaj polska reprezentacja rozegrała mecz z Kamerunem. Ja jako, że ostatnio wykazuję zapędy masochistyczne usiadłem przed telewizorem z nadzieją, że trenerowi Smudzie udało się z nielicznych polskich dobrych piłkarzy poskładać jako taki team. Wydawało mi się także, że w meczu z drużyna która na tegorocznych mistrzostwach globu zajęła przedostatnie miejsce i przegrała wszystkie mecze w grupie mamy szansę powalczyć o dobry rezultat. Tym bardziej obrazki sprzed spotkania pokazujące atmosferę skupionych (a może smutnych?) Polaków kontrastujące z uśmiechniętymi i rozśpiewanymi czarnoskórymi zawodnikami, sugerowały dwa różne stopnie zaangażowania w mecz.
Taa... pierwsze minuty pokazały, że Polacy wykazują (uwaga!) chęć do gry, ale również to że zapowiada się ciężki mecz, bo "rozśpiewany" przeciwnik także poważnie potraktował towarzyski pojedynek. Zespoły z Afryki zawsze charakteryzują się świetnym przygotowaniem atletycznym, silni, szybcy, zwrotni. Kamerun miał jeszcze coś, a właściwie kogoś - Samuela Eto'o. Były gwiazdor Mallorki i Barcelony oraz świeżo upieczony zdobywca trofeum Ligi Mistrzów z Interem Mediolan, dał polskim napastnikom lekcje skuteczności, a obrońcom wytknął szkolne błędy. Tak jak pierwsza bramka była trochę dziełem przypadku, to już drugie trafienie "Czarnej perły" ukazało cały majstersztyk Eto'o.
Ale wróćmy do naszych sierotek :) Do bramkarzy nie można mieć większych zastrzeżeń, ponieważ ustrzegli się poważnych błędów. Jeżeli chodzi o obrońców, to rozczarował mnie Glik. Nowy nabytek Palermo formę zostawił chyba we Włoszech, albo jeszcze jej szuka przed nowym sezonem. Z taką grą nie ma czego szukać w Serie A. Wojtkowiak przegrał większość pojedynków z lewym pomocnikiem Kamerunu. Z naszych pomocników poniżej oczekiwać zagrał na pewno Obraniak - dużo strat, niecelnych podań i brak zrozumienia z partnerami. Dobra gra Murawskiego i nie chodzi tutaj tylko o groźny strzał w poprzeczkę. Rafał pokazał że jest najlepszym defensywnym pomocnikiem jakiego może obecnie wystawić Smuda - sporo przechwytów, umiejętność utrzymania się przy piłce i dobrego jej rozegrania. Obok Murawskiego, z dobrej strony pokazał się Błaszczykowski, ale bez odpowiedniego wsparcia kolegów nie był nic w stanie zrobić. Napastnicy (a właściwie napastnik i lewy-Lewandowski pomocnik) bezbarwni. Warto wspomnieć że Brożek zagrał ponad 90 minut i nie oddał ani jednego strzału na bramkę Kamerunu. Lewandowski miał dwie/trzy szanse, ale 100% okazja z końcówki drugiej połowy przez napastnika tej (czy nie tej?) klasy powinna zostać wykorzystana. Aboubkar dał 5 minut przed końcem spotkania nowej gwieździe(?) z Dortmundu lekcję skuteczności, ogrywając jak dziecko Glika i posyłając piłkę w lewy róg bramki Tytonia.
Jak tu wygrywać mecze nie strzelając bramki od 4 spotkań? To już zmartwienie Smudy, którego czar zdaje się powoli pryskać, tak jak i niknie entuzjazm towarzyszący budowaniu drużyny zna Euro2012 czego dowód dali kibice zachęcając Kameruńczyków do strzelenia kolejnych bramek.
Z pewnością w autokarze naszych dzisiejszych rywali nadal będą tańce i śpiewy, a u naszych kopaczy? Powaga? Zaduma? Smutek? Cisza po prostu...