sobota, 23 kwietnia 2011

Psy Pawłowa

Przygotowania do Świąt Wielkanocnych przebiegały dotychczas standardowo jak co roku. Ludzie biegali po sklepach, porządkowali mieszkania i posesje. Wielka Sobota stała się dniem, który dosłownie wstrząsnął parafianami kościoła p.w. NMP w Rumi. Co było przyczyną tego wielkiego poruszenia wśród wiernych? Ano, scenografia Grobu Pańskiego, który przedstawiał Prezydenckiego Tupolewa, z wkomponowaną weń Eucharystią.

Jak wiadomo telewizja wytrenowała u swoich odbiorców odruch potrzeby konfrontacji na sam dźwięk słów takich jak Smoleńsk, Tupolew, czy nie daj Boże Kaczyński. Bo przecież Ci spod pałacu to ciemnota i mohery, a kto jest po drugiej stronie barykady to sowiecki szpicel, zdrajca i w ogóle żyd.

Zgodnie z podziałem krajowym również wierni z NMP podzielili się na dwie grupy. Nic nie dało tłumaczenie proboszcza, że to symbolika mająca skłonić do refleksji nad kruchością życia i że nie było w tym działaniu żadnych intencji upolitycznienia.

Ludzie wiedzą lepiej. Ksiądz Pisior, propaganda polityczna, kampania wyborcza, wstyd, hańba to tylko niektóre z określeń z księgi gości na stronie internetowej parafii. Opinie co najmniej takie jakby zamiast figury Jezusa na ołtarzu leżał ś.p. prezydent Kaczyński. Na Boga, przecież tym samolotem lecieli przedstawiciele całej polskiej sceny politycznej.

Moja refleksja jest smutna. Telewizja potrafi wytrenować widownie w dowolny sposób do tego stopnia, że reaguje ona jak psy Pawłowa. Na widok twarzy Kaczyńskiego, czy na dźwięk słowa Smoleńsk pojawia się im piana na ustach. To podświadome działanie jest tak silne, że nie sposób dopuścić do siebie myśli że ten ołtarz to może po prostu przenośnia ulotności i niechybnego końca naszego życia. Przecież pamiętamy jaki był to szok dla wszystkich Polaków. Ludzie, których od zawsze oglądaliśmy w telewizorach nagle w ciągu jednej chwili zginęli w strasznej katastrofie. Już pomijając temat czy ich lubiliśmy czy nie.

Dzisiejszy dzień utwierdził mnie w przekonaniu o destrukcyjnej działalności polityków z obojga stron, a także o wielkiej roli mediów, które katalizują tą destrukcję. Państwo podzielone to słabe państwo, a niestety ten podział postępuje.

niedziela, 10 kwietnia 2011

Patriotyzm? Nie, dziekuję.

Od kilku lat obserwuję wśród Polaków postępujący zanik postaw i uczuć patriotycznych.
Hasła: Bóg, Honor, Ojczyzna stały się archaiczne, zacofane, a już na pewno nie są dzisiaj trendy. Osobiście znam osoby, dla których pokazanie się publicznie z flagą narodową to "siara" i "obciach".
Nastolatkowie lepiej znają słowa nowego przeboju Lady Gagi, czy innej Britney Spears, niż polskiego hymnu. Po wejściu do UE panuje przekonanie, że wartości narodowe przestały być potrzebne.

Zastanówmy się czy może być inaczej, skoro zorganizowany 11 listopada ubiegłego roku marsz narodowców został w telewizorni pokazany jako marsz faszystów, niejednokrotnie na antenie zrównywanych z nazistami. Kontrmanifestanci, którzy uparli się że nie pozwolą przejść legalnemu marszowi, też przynieśli flagi ale tęczowe... Niestety, w dniu święta narodowego, nie zauważyłem po tej drugiej stronie ani jednej polskiej flagi. Patriotyzm co raz częściej utożsamiany jest z grupą bandytów którzy walczą z policją podczas meczu, albo z fanatycznymi obrońcami krzyża.

Patriotyzm rozmywa się, ponieważ komuś zależy żeby tak się właśnie działo. Elity europejskie tworzą jednolity politycznie byt, w którym poszczególne państwa miałyby pełnić rolę województw, z bardzo ograniczoną rolą decyzyjną. Łatwiej rządzić państwami, które ideę jedności europejskiej przedkładają nad interesy własnego państwa. Duża większość naszych polityków czynnie w tym uczestniczy, widząc a może nie, że pchają się objęcia nowego Związku Sowieckiego - tyle że w dużo ładniejszym opakowaniu.